Go to content Go to footer

Dlaczego underwriting się opóźnia? 6 miejsc, w których underwriter traci czas przed decyzją

9 min czytania

Jeśli w Twojej organizacji coraz częściej słychać, że oferty „nie wychodzą” na czas, terminy zaczynają się rozjeżdżać, a underwriting działa na granicy przepustowości, łatwo uznać, że problemem jest zbyt mały zespół. Warto jednak sprawdzić, czy opóźnienia nie powstają wcześniej — jeszcze przed samą decyzją. W artykule pokazujemy sześć miejsc, w których proces underwritingowy najczęściej traci płynność, oraz wyjaśniamy, dlaczego usprawnianie warto zacząć od poprawy workflow.

Ilustracja 3D: teczka z dokumentami otoczona ikonami — pismo, karta klienta, koperta z powiadomieniem, przekazywanie sprawy między osobami, klepsydra i znak zapytania — obrazująca rozproszone dokumenty i opóźnienia w procesie underwritingu

Zbyt dużo pracy dzieje się przed oceną ryzyka

W underwriting’u zawsze będą sprawy, które wymagają czasu, doświadczenia, analizy dokumentów i rozmowy z brokerem — tego nie jesteśmy w stanie całkiem wyeliminować z procesu. Z drugiej strony w pracy underwriterów często pojawiają się sygnały, które pokazują, że jest przestrzeń do poprawy.

Na początek podzielmy underwriting na dwa bardzo różne obszary, przynajmniej pod względem zarządzania: ekspercką ocenę ryzyka oraz pracę administracyjno-procesową, która poprzedza decyzję. I o ile w ocenę ryzyka warto inwestować czas i zaangażowanie ekspertów, to przy tej drugiej części łatwo wpaść w klasyczny problem: suma z pozoru drobnych, niewinnych działań z czasem zaczyna tworzyć wąskie gardła.

I to podstępne, bo niewidoczne w raportach.

W rezultacie czas ekspertów pochłaniają powtarzalne, żmudne zadania, a workflow traci płynność. Żeby zacząć coś zmieniać, przyjrzyjmy się sześciu miejscom, w których underwriter najczęściej traci czas jeszcze przed samą analizą i opinią:

1. Sprawa jest „w toku”, ale nadal brakuje danych

Jedna z najbardziej frustrujących sytuacji: sprawa formalnie żyje w procesie, ale realnie stoi. Brakuje dokumentu, broker nie wrócił z odpowiedzią, dane z formularza nie zgadzają się z załącznikiem albo wcześniejsze ustalenia są ukryte gdzieś w korespondencji.

Pojedyncza pętla nie wygląda groźnie. Ale gdy podobne sytuacje powtarzają się codziennie, każda z nich zabiera kilkanaście albo kilkadziesiąt minut. Po kilku godzinach underwriter ma za sobą dużo pracy, ale niekoniecznie jest bliżej decyzji.

Pierwsze miejsce do usprawnienia często znajduje się właśnie tutaj: w kompletności danych i dokumentów, zanim sprawa trafi do właściwej analizy underwritingowej.

2. Status trzeba odtwarzać z maili

Mail jest potrzebny w kontakcie z brokerem, ale słabo sprawdza się jako główne miejsce prowadzenia sprawy underwritingowej. Status w jednej wiadomości, dokument w drugiej, brak w trzeciej, a ważne ustalenie w odpowiedzi sprzed tygodnia.

Gdy sprawa wraca po kilku dniach, przechodzi między osobami albo wymaga szybkiej reakcji, najpierw trzeba ustalić, co właściwie jest aktualne. Czy czekamy na brokera? Czy dokumenty są kompletne? Czy sprawa jest już w analizie? Czy ktoś podjął decyzję cząstkową?

Jeśli status trzeba odtwarzać z korespondencji, underwriting traci tempo jeszcze zanim zacznie się właściwa ocena ryzyka.

3. Dokumenty są rozproszone między załącznikami, systemami i korespondencją

Slip brokerski, formularz, historia ochrony, załączniki techniczne, dane finansowe, wcześniejsze warunki i dodatkowe wyjaśnienia powinny tworzyć jeden kontekst decyzji. W praktyce często są porozrzucane między mailami, plikami i systemami.

W efekcie underwriter traci czas na sprawdzanie, która wersja jest aktualna, czego brakuje, które dane się nie zgadzają i co jeszcze trzeba doprecyzować. Zamiast wejść w ocenę ryzyka, najpierw musi przygotować sobie materiał do pracy.

Właśnie tutaj technologia może zdjąć z zespołu sporo żmudnych zadań: uporządkować dokumenty, wychwycić braki i niespójności, a potem pokazać underwriterowi sprawę w formie, z którą da się od razu pracować.

4. Ustalenia i uzasadnienia zostają poza historią sprawy

Wiedza underwritera jest najbardziej potrzebna przy ocenie ryzyka, interpretacji wyjątków i decyzjach, których nie da się zamknąć w prostym formularzu. Szkoda ją tracić na odtwarzanie tego, co już raz zostało ustalone — zwłaszcza gdy część informacji zostaje wyłącznie w mailach, notatkach albo pamięci konkretnych osób.

Komentarze, uzasadnienia, decyzje cząstkowe, podobne przypadki i wcześniejsze ustalenia powinny być łatwe do odnalezienia przy sprawie. Bez tego każda kolejna analiza zaczyna się od składania kontekstu od nowa, a przekazanie tematu innej osobie robi się absurdalnie trudne.

Dobrze ułożony workflow pomaga wykorzystać wiedzę underwritera tam, gdzie naprawdę pracuje na decyzję: przy ocenie ryzyka, a nie przy ciągłym wracaniu do początku sprawy.

5. Priorytety wynikają z presji, nie z reguł procesu

Zawsze pojawią się sprawy pilne, ważni brokerzy, trudne ryzyka i tematy, które wymagają szybkiej reakcji. Trudno jednak utrzymać płynność pracy, gdy na co dzień priorytet wynika z ostatniego maila, telefonu albo osoby, która najmocniej naciska.

W dobrze poukładanym procesie zespół powinien od razu widzieć, które sprawy są kompletne, które czekają na dane, które zbliżają się do terminu, a które wymagają szybkiej reakcji ze względu na wartość biznesową, typ ryzyka lub ustalone SLA.

Gdy priorytety nie są widoczne w workflow, kolejność pracy szybko zaczyna żyć poza systemem. To zwiększa napięcie, utrudnia planowanie i zabiera czas na ręczne ustalanie, czym zająć się najpierw.

6. SLA trudno mierzyć bez ręcznego raportowania

SLA w underwriting’u ma sens tylko wtedy, gdy widać, gdzie sprawa naprawdę się znajduje: czy czeka na dokumenty, jest po stronie brokera, trafiła już do analizy, wymaga dodatkowej decyzji albo utknęła z powodu braku odpowiedzi.

Jeśli te informacje trzeba wyciągać z maili, arkuszy albo indywidualnych notatek, raportowanie szybko staje się kolejnym zadaniem administracyjnym. Zespół czuje, że pracy jest dużo, ale trudniej pokazać, gdzie dokładnie powstają opóźnienia i co realnie blokuje przepływ spraw.

SLA nie powinno oznaczać ręcznego śledzenia terminów i tłumaczenia po fakcie, dlaczego coś się opóźniło. Dobrze widoczne w procesie pomaga porządkować oczekiwania, priorytety i odpowiedzialność za kolejny krok — nie tylko po stronie menedżerów, ale też całego zespołu.

„Tego nie da się zautomatyzować” — skąd bierze się opór przed automatyzacją w underwritingu?

Po tych sześciu przykładach widać jedno: dużo czasu znika, zanim underwriter w ogóle może przejść do oceny ryzyka. I właśnie w tym miejscu zaczynamy rozmowę o automatyzacji, która ma sens.

Żeby postawić sprawę jasno: automatyzowanie decyzji underwritingowej to nie jest nasz kierunek. W praktyce to zresztą żaden kierunek, bo każda decyzja wymaga doświadczenia, odpowiedzialności, znajomości portfela i oceny wyjątków, których nie da się sprowadzić do prostego mechanizmu.

Wielokrotnie słyszeliśmy o oporze przed automatyzacją underwritingu — i rozumiemy, skąd się bierze. Dlatego postanowiliśmy podejść do sprawy inaczej.

Co warto objąć automatyzacją workflow i AI?

W rozmowach z ubezpieczycielami, brokerami i doradcami często wraca podobny scenariusz: proces underwriting’u był już poprawiany, czasem nawet kilka razy, a efekt nadal nie jest taki, jakiego oczekiwano. Oferty wciąż nie wychodzą wystarczająco szybko, zespół nadal mówi o braku mocy przerobowych, brokerzy dopytują o status, a klient końcowy czeka dłużej niż powinien.

Często pierwszym odruchem jest szukanie usprawnień tam, gdzie underwriting wydaje się najbardziej „specjalistyczny”: w taryfikatorze, regułach kalkulacji, sposobie wyceny albo narzędziach AI wspierających ocenę. Tyle że sama zmiana sposobu wyceny nie musi skrócić drogi oferty do klienta. Bo jeśli sprawa wcześniej utknęła na brakach, niejasnym statusie albo ręcznym sprawdzaniu warunków procesowych, szybsza kalkulacja nie rozwiąże całego problemu.

Jak już pokazywaliśmy, underwriting niekoniecznie opóźnia się przez skomplikowane sprawy i trudne decyzje. Opóźnia się, bo zanim decyzja w ogóle może zapaść, sprawa już zdążyła utknąć.

Automatyzacja etapu przed decyzją

Tu właśnie pojawia się miejsce na workflow i AI. Ale nie jako hasło dodane do procesu, bo „wszyscy dziś mówią o AI”, tylko jako wsparcie tam, gdzie underwriter nie powinien tracić czasu.

W naszym podejściu agent AI pomaga przygotować sprawę do pracy: analizuje zapytanie, rozkłada je na elementy, wychwytuje braki i niespójności w dostarczonej dokumentacji, na przykład w slipie brokerskim, formularzu czy treści maila. Może też analizować procedury i reguły procesowe wymagane przez klienta, aby sprawdzić, czy dana sprawa w ogóle powinna trafić do underwritera i do kogo konkretnie.

To istotne, bo jeśli dana grupa nie kwalifikuje się do ofertowania, niespełniając podstawowych warunków procesu, nie ma sensu angażować underwritera tylko po to, żeby odkrył to ręcznie. System może rozpoznać taki przypadek, wskazać powód odmowy przygotowania oferty i odpowiednio oznaczyć status sprawy.

Podobnie z weryfikacją klienta i jego wiarygodności. Przy odpowiednich integracjach i regułach biznesowych underwriter może otrzymać gotowy kontekst już na wejściu, zamiast samodzielnie przeszukiwać kolejne źródła i składać informacje od zera.

Workflow spina to w proces: pilnuje statusów, odpowiedzialności, terminów i kolejnych kroków. AI pomaga przygotować materiał. Razem nie podejmują decyzji za underwritera, ale doprowadzają sprawę do momentu, w którym człowiek może wreszcie zająć się oceną ryzyka, a nie porządkowaniem wszystkiego wokół niej.

Co znika z codziennej pracy underwritera?

Jak widać, dobrze zaprojektowany workflow z AI może przejąć czynności, które dziś zabierają czas jeszcze przed rozpoczęciem właściwej analizy.

Underwriter nie musi już samodzielnie:

  • sprawdzać, czy dokumentacja jest kompletna,
  • szukać brakujących informacji w slipach brokerskich,
  • porównywać kolejnych wersji dokumentów,
  • weryfikować zgodności sprawy z regułami procesowymi,
  • ustalać, do kogo powinna trafić dana sprawa,
  • sprawdzać podstawowych kryteriów kwalifikacji,
  • zbierać danych o kliencie z kilku systemów i źródeł.

Gdzie underwriting naprawdę zwalnia?

Na koniec warto jeszcze na chwilę wrócić do punktu wyjścia: underwriting najczęściej nie spowalnia w momencie podejmowania decyzji. Traci tempo dużo wcześniej: gdy underwriter otwiera sprawę i nie potrafi szybko odpowiedzieć na trzy podstawowe pytania:

  • Co już wiem?
  • Czego jeszcze brakuje?
  • Jaki powinien być kolejny krok?

Dopóki odpowiedzi są ukryte w mailach, dokumentach i różnych systemach, trudno mówić o sprawnym procesie. Underwriter zamiast analizować ryzyko, najpierw musi zbudować sobie pełny obraz sprawy.

Dobrze zaprojektowany workflow skraca właśnie ten etap. Porządkuje informacje, wskazuje braki i prowadzi sprawę do momentu, w którym można rozpocząć właściwą analizę, z pełnym kontekstem i bez kolejnej rundy szukania, sprawdzania i odtwarzania ustaleń.

POWIĄZANE ARTYKUŁY

Czytaj więcej o roli technologii w rozwoju ubezpieczeń

  • Altkom Software's article about frinction
    Łukasz Rauer
  • Article about MCP in insurance
    Łukasz Rauer
  • Altkom Software's article about reasons behind longer time-to-market in insurance
    Magdalena Marczak